Tropiąc jesień razem z Anią, w tym tygodniu podążamy ścieżkami koloru pomarańczowego. Oczywiście pierwsze co zaczęło pchać mi się radośnie przed obiektyw aparatu to wszelkiego gatunku grzyby. Zaczynając od tych nadrzewnych, rosnących gdzieś ponad głowami, a kończąc na jesiennych rydzach, te natychmiastowo lądują na talerzach bez zbędnych ceregieli, ino z odrobinką soli...
W lesie ściółka bez odrobiny wody, więc każdy grzybek na wagę złota. Te najładniejsze właśnie suszą się napełniając dom wspaniałym aromatem. Są one w okresie przedświątecznym miłą niespodzianką dla tej części rodzinki i przyjaciół, którzy niestety nie mogli pozwolić sobie na łazikowanie po lasach z wiklinowym koszyczkiem. Wymarzyłam sobie, że doskonałym dopełnieniem owego podarunku będą własnoręcznie uszyte woreczki. Popełniłam nawet kilka takowych z aplikacjami, jednakże tym wydumanym, wciąż niedoścignionym ideałem są niewielkie woreczki z nadrukowanym, leśnym motywem. Niespodziewanie, cudownym zrządzeniem losu i dzięki urodzinowej zabawie u Ishin będę mogła zrobić te moje wymarzone woreczki bowiem wygrałam u niej magiczny płyn do transferu wydruków na materiał! (dziękuję, dziękuję, dziękuję! nawet nie wiesz kochana jaką mi sprawiłaś niezwykłą niespodziankę!). Ishin mieszka za granicą, u nas ten specyfik jest niedostępny, czytałam, że niektóre z Was świetnie dają sobie radę przy użyciu nitro, czy też nawet zmywacza do paznokci, ale ja jestem strasznym alergikiem i raczej nie zdecydowałabym się na taki krok... no chyba, że na dworze, przy użyciu maseczki, ale wiadomo, jest to już nieco kłopotliwe :) A tu proszę, taki prezent! Oj, już nie mogę się doczekać i jeszcze raz ślicznie dziękuję!
A dalej ciągnąc temat jesienno- pomarańczowy nie może u mnie zabraknąć marchewkozbiorów, a tym samym przepysznego ciasta marchewkowego, naprawdę polecam, przepis zamieściłam w sieci jakoś w zeszłym roku O TUTAJ.
Jesień również dała znać o sobie ciepłymi kolorami nowej bransoletki z muliny...
Pierwszy raz uplotłam takową o okrągłym przekroju, w sumie to żadna filozofia, wystarczy związać pierwszą i ostatnią nitkę robótki, ale przyznać muszę, że te wstrętne mulinki plączą się wtedy po wiele bardziej ;)
A już w kolejnym tygodniu "Jesieni w kolorach tęczy" tropić będę kolor żółty :) Na dzień dzisiejszy kojarzy mi się tylko z cytryną i galaretką pigwową dodawaną do herbatki, ale zobaczymy czy znajdzie się coś, co te "kwasotki" przepędzi...
Pozdrawiamy jesiennie
ciepło i pomarańczowo :)
*







