Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malowane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malowane. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 marca 2015

Pisanki oczywiście, czyli batikowo jagodowo


W końcu udało mi się przysiąść na chwilkę i upisać swoje jajeczka, tak jak lubię, na wydmuszkach kurzych, niewielkich, bielutkich.  Ponieważ malowaliśmy woskiem  pszczelim (ach), barwiliśmy i wytrawialiśmy sobie we dwoje, to i czas miło płynął, i w koszyczku nadzwyczajnie mnożyły się pisanki. W podziękowaniu za lniane drewniane (z poprzedniego posta) powstały dla Norberta batikowe jagodowe. Obdarowany jest zachwycony i twierdzi, że piękniejszych by sobie nie wymarzył, i są właśnie "takie jego". Cóż, nie sposób się z tym nie zgodzić, bardzo mi miło :)








 i tym leśnym akcentem pozdrawiamy Was serdecznie 
...z pisankowej krainy :)


***

środa, 11 marca 2015

Kwiaty lnu i drewno- połączenie idealne :)


Ciągnąc dalej opowieść o kwiatach i pisankach nie może zabraknąć u nas lnu. 
Drewniane jajeczka znów zostały przez Norberta porządnie wyszlifowane, wypalone, pomalowane... Miałam zakaz podglądania w trakcie pracy, ale jak już je zobaczyłam, to oczywiście nie mogłam się oprzeć i musiałam przygarnąć taką lnianą parkę. Choć wierzcie mi, bardzo się starałam, w ramach obietnicy noworocznej, która mówi: 
"że przed wejściem w posiadanie jakiegokolwiek przedmiotu
sto razy zastanów się kobieto, 
czy aby na pewno przedmiot ten jest Ci do szczęścia niezbędny! "

Cóż... Odpowiedź na to pytanie była krótka i oczywista :)

i tak mam ci ja sobie parkę pisanek wielkości jaj kurzych-
te urzekły mnie najbardziej :)



Niemniej powstały też większe, jak duże gęsie






 dostały swoje sympatyczne pudełeczka 



i ekologiczne metki... 
ale te pokażę Wam jak w końcu uda mi się je skończyć :)
staram się, ino czasu mi brakuje...
 czasami
:)


***

niedziela, 8 marca 2015

Drewniane, wypalane i w kwiatki

Ot takie pisanki się właśnie zrobiły, to znaczy Norbert wpierw oszlifował, potem wypalił, pomalował i oto są... Fiołkowe pisanki drewniane. Jeszcze może tylko pachnieć powinny, ale to w przyszłości :)  Te, już polakierowane, ułożone na wełnie drzewnej i zamknięte w pudełeczku z szarej mikrofali z niecierpliwością czekają na swojego kogoś. Do kupienia na MooNatowej Da Wandzie



Nie wiem dlaczego zapomnieliśmy o najprostszych motywach, tych z natury czerpanych, ale przy okazji pewnego dosyć zaskakującego i średnio miłego zdarzenia, kwiatowe desenie mogą przeżywać u nas swój wielki powrót. Na początek ino w wersji pisankowej, ale przecież wszystko przed nami, byleby tylko czasu starczyło :)




A tymczasem z piersiami wypełnionymi pierwszym wiosennym wiaterkiem i z klangorem żurawi cudnie brzmiącym  w uszach, z ochotą i pełni energii  wkraczamy w nowy tydzień, czego i Wam, kochani, życzymy z całego serducha. Miłego poniedziałku!



***

sobota, 16 marca 2013

Wiosny oczekując malujemy na zielono :)

Dzisiaj pisanki soczyste, jako nasze zaklęcie przywołujące wiosnę. 




Pozdrawiamy serdecznie,
wychylając nos spod kocyka :)



nawet naszym pisankom dostało się dziś ciepłe wdzianko :)

***

czwartek, 28 lutego 2013

Myszy i koguty w ogrodzie ;)


Zmalowałam dziś pisanki "myszki", na wydmuszkach gęsich...takie niewiosenne, niewielkanocne, ale w sam raz... dla mnie oczywiście ;), bo jak już zdążyłam wam kiedyś obwieścić przy okazji pisanek "szaraczków" i "kotków marcowych" wszelakie ziemiste tonacje są dla mnie jak balsam na zmęczoną duszę :)
Wiem, że i wśród Was takie kolorki mają swoich wielbicieli, więc tylko oznajmię, że one również będą do wyboru w naszej Candy zabawie (zapisywać się wciąż można  O TUTAJ, albo na facebooku, albo i tu, i tam, jak kto chce). Pisanki zapozowały w ogrodzie, słoneczko cudzie dziś grzało, a w powietrzu czuć już pierwsze powiewy wiosny. Ech, naprawdę nie mogę się doczekać wybuchu zieloności, a tymczasem prezentuję owe myszki, co to mi się po skalniaku rozpierzchły :)



Coś tam plotę z papierowej wikliny, no, z tych krzywaśnych  rurek, co to je jesienią tak zawzięcie kręciłam. Właściwie wciąż są to moje pierwsze kroki, jakiś trzeci, czy czwarty koszyczek, jak tylko skończę nikomu nie oddam, póki nie obfotografuje w całości, bo teraz wygląda dość niereprezentacyjnie, czyli tak ;)


Do zrobienia rurek wykorzystałam żółciutką Rzeczpospolitą, a na dnie koszyka zamieszkał kogucik, tak by być wierną wielkanocnym klimatom do samego końca ;)



Pozdrawiamy Was słonecznie i pisankowo,
bo jakżeby inaczej ;D




***

Ps. no i zapomniałam, dopadły mnie jakieś boty roboty, na wszystkich moich blogach i spamują nieznośnie, wobec czego zmuszona jestem zablokować dodawanie komentarzy przez osoby anonimowe, za co najmocniej przepraszam. Ponoć to najlepsze rozwiązanie, nie chcę dodawać weryfikacji obrazkowej, bo jak ją sama widzę, to dostaję oczopląsu i dopiero w okolicach trzeciego razu udaje mi się wpisać właściwe hasło. A może ktoś z Was zna lepsze rozwiązanie?

niedziela, 3 lutego 2013

Ziemia do nas szepcze, czyli test kolorów

Przez cały grudzień powtarzałam sobie, że zrobimy to czy tamto "po świętach" i "na spokojnie"... A gdzie tam, luty za pasam a my wciąż w biegu i z obłędem w zmęczonych oczach. Tu się wali, tam skrzypi ostrzegawczo. Plany się prują jak stare łachy i człek nie nadąża machać nad nimi igłą. Niemniej staramy się jak tylko możemy, choć smuci nas fakt, że akuratnie teraz dzieje się to kosztem blogowania. Mając świadomość, że święta JUŻ w marcu, przywlokłam z piwnicy zeszłoroczne wydmuszki, wosk i pudełko barwników do jaj. Część barwników była luzem, w papierowych zawiniątkach, bez możliwości zidentyfikowania koloru. "Wyjdą jakie wyjdą" pomyślałam wsypując je jak popadnie do słoików, ale uważając  jednak, by nie było za dużo ciemnego proszku. Zawsze chciałam wymieszać kolorki jak bądź i na przekór, ale jakoś szkoda mi było materiału na nieudane eksperymenty, a tu proszę...

pisanki łemkowskie
Moje ukochane tonacje! Ziemia w najpiękniejszych odsłonach brązów i zieleni. Teraz wystarczy je tylko wypolerować z odrobiną tłuszczyku, by barwy odżyły i nabrały głębi i już wiem, na jakie kolory (prócz obowiązkowej czerwieni) chciałabym farbować pisanki w tym roku... Obawiam się tylko, że będę miała nie lada problem z powtórzeniem owego barwnego eksperymentu :)))

pisanki łemkowskie
Natomiast jakiś czas temu wzięłam udział w zabawie "podaj dalej", więc i u nas niedługo jej dalszy ciąg. Wygrają trzy pierwsze, komentujące osoby, aaaale o tym następnym razem. Uplotłam tez kilka pierwszych koszyków z papierowej wikliny, oj, połknęłam bakcyla na całego, teraz zapamiętale gromadzę zapasy starych gazet, biorę po kilka ulotek w sklepie miast jednej i na miejscu sprawdzam, czy są szyte czy klejone,  ale o tym... już wiecie - następnym razem :)))  

Pozdrawiam Was serdecznie i kolorowo kochani,
miłego tygodnia :D




środa, 7 listopada 2012

Krok za krokiem...

zbliża się zima, która przyozdobi kwiecistym szronem szyby, dobrodusznie otuli białymi poduchami żałośnie nagie gałęzie drzew i ciepło rozbłyśnie tysiącami lampek choinkowych w naszych domach. Pierwszymi oznakami nadchodzących świąt w MooNatowie są drobinki brokatu, które uparcie pojawiają się w nieoczekiwanych miejscach... a to leniwie dryfują po powierzchni dopiero co zaparzonej kawy, a to co rusz oklejają psie wąsiska, przyprawiając mnie o chwilowe roztkliwienia się nad tak osobliwie przyozdobioną sunią, a to znowu zdradliwie wpadają mi do oka, tym razem przyprawiając o potok łez. Niemniej gdy połyskujące drobiny stadnie lądują na swoim miejscu przeznaczenia i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki mnożą ozdoby choinkowe z masy solnej, to wszystkie niedogodności związanie z tym całym brokaceniem natychmiast idą w niepamięć :) 

Własnie powstały perłowe skrzaty 


 skarpetki


i koniki

 a śnieżynki cierpliwie czekają w kolejce na dokończenie.

Nie są w tym czekaniu osamotnione, ale o tym , jak i o ślicznym prezencie, który właśnie dzisiaj dostałam od jednej z blogowych duszyczek opowiem następnym razem, jak tylko złapie odrobinę słońca, jest mi koniecznie potrzebne do tego, by tą niezwykłą biżuterię tak obfotografować, żeby choć po części oddać jej urodę. Tak tak, zdradzę Wam tylko, że dostałam właśnie kolczyki i bransoletkę, akuratnie to, co tygryski lubią najbardziej, i...
nic więcej nie powiem;)  
 przypomnę ino, że przepis na masę solną znajdziecie TUTAJ, 
a na misiaki z masy solnej TUTAJ.
Ozdoby z masy solnej zupełnie czyste, takie bez dodatków czy malowania prezentują się naprawdę ładnie.
Czas do świąt poleci jak z bicza trzasł, może warto troszkę wcześniej pomyśleć o nowym ubranku dla naszej choinki. Mi na ten przykład marzy się jasna, cała ozdobiona drobnymi gwiazdkami origami i...
zobaczymy :)

Przesyłam Wam moc pozdrowień
i macham przyjaźnie do  nowych osób, które tu i na Facebooku dołączyły do grona zaglądających, serdecznie Wam za to dziękuję! :)

*

niedziela, 14 października 2012

Czary Maryś dla dziewczynki


Kochani, dziś będzie zwięźle (przynajmniej takie mam plany tutaj, na wstępie). Dzień był tak zwariowany, że w tym momencie biegnące przed siebie myśli potykają mi się co rusz o wielgachne ziewnięcia. Ale nic to...Już wcześniej chciałam napisać, że na pewnym błękitnym blogu dzieją się prawdziwe czary i nie sposób się nim oprzeć, i jeśli poświęcicie temu światu choć małą sekundkę, to zaręczam, że będzie to bardzo, ale to bardzo ciepła i wyjątkowa sekundka. Maryś, dobra duszyczka owego niebieskiego świata zaproponowała ostatnio zabawę w Candy, w którym do przygarnięcia była zmalowana przez nią własnoręcznie koszulka (ba, koszulka marzenie- malowana, ale i uszyta), a że Maryś wielce utalentowana jest to i uczestników zabawy było co niemiara, sama grzecznie stałam w ogonku licząc na odrobinkę szczęścia :)...i tu zmierzam do sedna opowieści... Jedną z osób zgłaszających chęć udziału w zabawie była mama ślicznej czterolatki, dziewczynki błękitnookiej (ano taki błękitny to post)  i akuratnie obchodzącej urodziny. Maryś ma serducho jak stąd do księżyca,  albo i jeszcze dalej, więc wymyśliła cudny prezent dla małej solenizantki Hani. Dziewczynka ma problemy ze zdrówkiem, to i pomoc będzie jak znalazł. Otóż każdy, kto ma ochotę zostać posiadaczem niepowtarzalnej koszulki, a tym samym podać mamie Hani pomocną dłoń, tak potrzebną w tym ciężkim procesie rehabilitacji dziecka może wziąć udział w tejże charytatywnej licytacji.    

Można również umieścić w swoim wirtualnym kąciku ten oto poniższy  banerek, podlinkowując aukcję, bądź Marysiowego bloga, tam też znajdziecie więcej informacji na temat tych czarów. Można pomóc na wiele sposobów, przecież nie tylko finansowo, ale co będę pisać, to wie każdy :)))

 i tylko tak z przymrużeniem oka, na późne dobranoc zacytuję Marie von Ebner-Eschenbach, która powiedziała:
 „...Nie można wszystkim pomóc, powiada Małoduszny, i nie pomaga nikomu."
 No cóż :D Małoduszny to postać fikcyjna i niech tam sobie prawi farmazony ;D

Błękitnych snów i kolorowej niedzieli

*
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...