Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eko. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 marca 2015

Kwiaty lnu i drewno- połączenie idealne :)


Ciągnąc dalej opowieść o kwiatach i pisankach nie może zabraknąć u nas lnu. 
Drewniane jajeczka znów zostały przez Norberta porządnie wyszlifowane, wypalone, pomalowane... Miałam zakaz podglądania w trakcie pracy, ale jak już je zobaczyłam, to oczywiście nie mogłam się oprzeć i musiałam przygarnąć taką lnianą parkę. Choć wierzcie mi, bardzo się starałam, w ramach obietnicy noworocznej, która mówi: 
"że przed wejściem w posiadanie jakiegokolwiek przedmiotu
sto razy zastanów się kobieto, 
czy aby na pewno przedmiot ten jest Ci do szczęścia niezbędny! "

Cóż... Odpowiedź na to pytanie była krótka i oczywista :)

i tak mam ci ja sobie parkę pisanek wielkości jaj kurzych-
te urzekły mnie najbardziej :)



Niemniej powstały też większe, jak duże gęsie






 dostały swoje sympatyczne pudełeczka 



i ekologiczne metki... 
ale te pokażę Wam jak w końcu uda mi się je skończyć :)
staram się, ino czasu mi brakuje...
 czasami
:)


***

niedziela, 8 marca 2015

Drewniane, wypalane i w kwiatki

Ot takie pisanki się właśnie zrobiły, to znaczy Norbert wpierw oszlifował, potem wypalił, pomalował i oto są... Fiołkowe pisanki drewniane. Jeszcze może tylko pachnieć powinny, ale to w przyszłości :)  Te, już polakierowane, ułożone na wełnie drzewnej i zamknięte w pudełeczku z szarej mikrofali z niecierpliwością czekają na swojego kogoś. Do kupienia na MooNatowej Da Wandzie



Nie wiem dlaczego zapomnieliśmy o najprostszych motywach, tych z natury czerpanych, ale przy okazji pewnego dosyć zaskakującego i średnio miłego zdarzenia, kwiatowe desenie mogą przeżywać u nas swój wielki powrót. Na początek ino w wersji pisankowej, ale przecież wszystko przed nami, byleby tylko czasu starczyło :)




A tymczasem z piersiami wypełnionymi pierwszym wiosennym wiaterkiem i z klangorem żurawi cudnie brzmiącym  w uszach, z ochotą i pełni energii  wkraczamy w nowy tydzień, czego i Wam, kochani, życzymy z całego serducha. Miłego poniedziałku!



***

wtorek, 27 stycznia 2015

Warsztaty z papierowej wikliny -szumnie nazwane :)

 Oczywiście do jednej z zaległych, blogowych, MooNatowych spraw zaliczyć należy warsztaty,a właściwie takie sobie luźne plecionki z papierowej wikliny dla dzieci, które to miałam przyjemność poprowadzić w zeszłym roku w Stargardzkim Centrum Kultury. Zabawa była przednia, gazetowe papierzyska w mgnieniu oka zamieniały się w śliczne rurki, a następnie w: 
*kulogniotki (na breloczki), 
*puszkowije (no, bransoletki)
* i wszelkiej maści koszotwory (czyli wariacje w temacie pojemnikowym, 
od plaskatych miseczek, aż po fantazyjne wazony)

Z zajęć wyniosłam potężny zapas energii,
  burobłękitny koszyczek pleciony instruktażowo ...



i niejako przy okazji zostałam wyedukowana w temacie- 
"jak prawidłowo posługiwać się pałeczkami", 
czyli jak łapać kęski jedzenia tak, by szybciej trafiały do ust niż na bluzkę. 
(Dwie przesympatyczne jedenastolatki nie były zbytnio zainteresowane plecionkarstwem,
 ale za to z ogromnym entuzjazmem dzieliły się swoją wiedzą, 
a skoro papierowe rurki to prawie jak pałeczki, to wiecie sami)...  
na szczęście starczyło nam czasu by opanować obie umiejętności
:D


 W tym roku również zapraszam na kreatywną wymianę energii
już  w środę i czwartek, każdego dnia po dwie grupy wiekowe
Startujemy o godznie 10:30 !
Tym razem będziemy tworzyć Ekocuda z koszulek na ramiączkach,
Będą personalizowanie, niepowtarzalne, przydatne i wielce zaskakujące :) 

Nic więcej nie zdradzę, ino

ZAPRASZAM SERDECZNIE !


***


niedziela, 11 stycznia 2015

Gramy i czekamy na Was :)


Witajcie w Nowym Roku, dziś wielki dzień i żadne wiatry nadęte nam nie przeszkodzą! Szybciutko klikamy te kilka słów i już pędzimy na Rynek Staromiejski w Stargardzie Szczecińskim, gdzie grać będziemy wraz z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. To już 23 Finał, jej, jak to zleciało :)


Atrakcji będzie co niemiara, na ten przykład posłuchać będzie można dudziarza, i dobrowolnie paść ofiara napadu zbójnickiego :) A jak już się rozgrzejeta nieco, to dziarsko można stanąć do licytacyjnego boju o ten oto "Słonecznikowy koszyczek" z papierowej wikliny, pierwszy nasz twór w tym roku :)






Będzie go można wylicytować na scenie- już od godziny 16:30. Prócz tego zapraszamy na radosne zakupy, można wspomóc WOŚP, a tym samym stać się posiadaczem jakieś ślicznej ozdoby, oczywiście nie tylko MooNatowej. Szczegóły i plan imprezy TUTAJ



 Zatem jak ktoś w okolicy to czekamy, na Rynku, w "Aniołowym Domku" :)
Do zobaczenia!
***

czwartek, 9 maja 2013

Papierowa wiklina i związane z nią dylematy


Oto wstępny efekt mojej "pracy na szpitalnianym gruncie". Rureczki z wyczytanych gazet i reklam. Kręciłam je na drucie (z którego i tak kiedyś odpadła kuleczka z oznakowaniem, ale to chyba 2 jest) i przyznam, że doczekać się nie mogłam, aż skończę i z oczu mi zniknie ostatni paseczek gazety. Chciałam Wam napisać: "mam rurki i nie zawaham się ich użyć"! Ale nie... :) Właśnie  stanęłam przed dylematem: co też powinnam z nich upleść?

Pewnie tak długo będę się zastanawiała, aż bidulki zdążą się pokryć kurzem, jak to u mnie bywa. Czarne z pewnością przeobrażą się w bransoletkę, już dawno polowałam na gazetki z ciemnym brzegiem, ale reszta? Na komódkę stanowczo za mało ;) A może ktoś z Was podrzuci mi jakiś nietuzinkowy pomysł? Będę wdzięczna i uraduje mnie każda myśl :) 



Pozdrawiam kolorowo :) !

***

niedziela, 17 marca 2013

Limonki z drewna, czyli Norbertowe pisanki i ich premiera

Kochani, wpadam biegiem,  jak ten dzisiejszy wiatr za oknem hulający i szybciutko prezentuję Wam nowe, jeszcze ciepłe pisanki drewniane, wielkości jaj kurzych. Norbert wypalał je i starał się malować tak, by troszkę było widać słoje, jako że obydwoje lubimy zachwycać się naturą... Myślę, że to iście wiosenne i radosne jajeczka, nie to, co moje szaraczki :) Te poniższe zostały nazwane limonkami, a jak się "gorzkie pomarańcze" skończą malować, to nie omieszkam zaprezentować również i ich :))) 








Jej, do rozstrzygnięcia naszej Candy zabawy pozostało tylko kilka dni, to ważna dla mnie data, bo 22 marca są Norbertowe urodziny, ech...a ja wciąż nie mam żadnego pomysłu na wyjątkowy prezent dla niego... 

Chciałabym Wam przypomnieć, że wciąż można wziąć udział w zabawie na moim drugim, (jakże zaniedbanym teraz blogu), do wygrania jest sielski wiejski koszyczek z papierowej wikliny. 

Zapraszam serdecznie (klik w foto)



Serdeczności
***

sobota, 2 marca 2013

Rzeczpospolita na ludowo, czyli moja pierwsza papierowa wiklina

Skończyłam pleść i ogłaszam debiut papierowej wikliny na MooNacie, od dziś będę Was zamęczać gazetowymi tworami maści wszelakiej. Na pierwszy rzut idzie zapowiadany już koszyczek z kogucikiem, jak widać na załączonym obrazku daleko mu do ideału, krzywaśny, pijany i kostropaty nieco on ci jest, ale już spieszę wyjaśnić, że to dopiero jakoś ze trzeci mój gazetotwór.


papierowa wiklina
A skoro mam w planach uplecenie pokaźniej komódki, to muszę niestety poćwiczyć przed tym wyzwaniem...  Ach, marzy mi się taka z zupełnie białych gazet, zadrukowanych ino, nieco szara... smutna... Marzy mi się mebelek do jasnego, ascetycznego wnętrza, bo jakoś teraz właśnie czystych, świetlistych przestrzeni mi trzeba :) Ech, zobaczymy. Na dzień dzisiejszy co do wnętrza milczę, by nie zapeszać, co do komódki to dzielnie zbieram gazety. No i mam wielką słabość do przyglądania się owym splotom :)




Miłej niedzieli Wam życzę kochani,
może warto wybrać się jutro na spacer w poszukiwaniu wiosny? 





***

czwartek, 28 lutego 2013

Myszy i koguty w ogrodzie ;)


Zmalowałam dziś pisanki "myszki", na wydmuszkach gęsich...takie niewiosenne, niewielkanocne, ale w sam raz... dla mnie oczywiście ;), bo jak już zdążyłam wam kiedyś obwieścić przy okazji pisanek "szaraczków" i "kotków marcowych" wszelakie ziemiste tonacje są dla mnie jak balsam na zmęczoną duszę :)
Wiem, że i wśród Was takie kolorki mają swoich wielbicieli, więc tylko oznajmię, że one również będą do wyboru w naszej Candy zabawie (zapisywać się wciąż można  O TUTAJ, albo na facebooku, albo i tu, i tam, jak kto chce). Pisanki zapozowały w ogrodzie, słoneczko cudzie dziś grzało, a w powietrzu czuć już pierwsze powiewy wiosny. Ech, naprawdę nie mogę się doczekać wybuchu zieloności, a tymczasem prezentuję owe myszki, co to mi się po skalniaku rozpierzchły :)



Coś tam plotę z papierowej wikliny, no, z tych krzywaśnych  rurek, co to je jesienią tak zawzięcie kręciłam. Właściwie wciąż są to moje pierwsze kroki, jakiś trzeci, czy czwarty koszyczek, jak tylko skończę nikomu nie oddam, póki nie obfotografuje w całości, bo teraz wygląda dość niereprezentacyjnie, czyli tak ;)


Do zrobienia rurek wykorzystałam żółciutką Rzeczpospolitą, a na dnie koszyka zamieszkał kogucik, tak by być wierną wielkanocnym klimatom do samego końca ;)



Pozdrawiamy Was słonecznie i pisankowo,
bo jakżeby inaczej ;D




***

Ps. no i zapomniałam, dopadły mnie jakieś boty roboty, na wszystkich moich blogach i spamują nieznośnie, wobec czego zmuszona jestem zablokować dodawanie komentarzy przez osoby anonimowe, za co najmocniej przepraszam. Ponoć to najlepsze rozwiązanie, nie chcę dodawać weryfikacji obrazkowej, bo jak ją sama widzę, to dostaję oczopląsu i dopiero w okolicach trzeciego razu udaje mi się wpisać właściwe hasło. A może ktoś z Was zna lepsze rozwiązanie?

piątek, 13 lipca 2012

Moja pierwsza torba szmacianka i podziękowania...

Za oknem wciąż burzowo, co dość skutecznie zniechęca do spacerów, ale za to prowokuje do szwędania się po chałupie w poszukiwania jakiegoś sensownego zajęcia. Bytujemy teraz na odludziu i przywiozłam tu sobie  maszynę do szycia. Aaa, kupiłam ją sobie niegdyś w hipermarkecie na potrzeby podwijania nogawek i fantazyjnego cerowania ubrań, więc teraz pomyślałam, że skoro taka pogoda markotna to może by nadrobić owe szyciowe zaległości? Tak więc przywiozłam maszynę i stertę materiałów, które kiedyś tam kupiłam z zamiarem wyprodukowania paru jaśków i ściereczek, a które to materiały prawdopodobnie to właśnie paskudnej pogodzie zawdzięczają fakt, iż nie przepadły w przepastnej otchłani zapomnienia ponadgryzane przez mole (których co prawda nie mam, ale nie znaczy to, że mieć kiedyś nie będę) :) Może ze dwa razy w życiu uszyłam cokolwiek, o ile dobrze pamiętam to był to nieco krzywaśny, ale za to wielce fantazyjny fartuszek i torba z jeansowych spodni- wykorzystałam fakt, że miały ciekawie kieszenie i tak oto powstały torbowe skrytki, bo w życiu taaakich sama bym ich nie uszyła ;) No i postanowiłam w końcu wykorzystać tą stertę materiałów ;) Przyznaję, sprawia mi to wiele radości, choć na wstępie spaliła mi się żarówka w maszynie i muszę się ratować lampką, którą cały czas trącam ręką... Na pierwszy ogień poszła torba na zakupy, jako, że "do uszycia" na chłopski rozum, (internetu tutaj jak na lekarstwo, więc o wykrojach i jakichkolwiek wskazówkach od Was mogłam zapomnieć). Wierzch z kwiatkiem, bawełniany, a wnętrze z lnu (uwielbiam), szwy niestety nierozprasowane, bo przecież zapomniałam zabrać żelazka :D ale co tam, jest pierwszą z pierwszych, więc teraz to już tylko z górki... przynajmniej mam taka nadzieję ;) 


Niezwykle pojemna i wytrzymała. Myślę, że powstanie ich kilka, bo materiał w takim zestawieniu bardzo mi się podoba, choć trzeba gimnastykować się nieco, bo prócz ślicznych kwiatków ma również nadrukowane jakieś napisy, a te już są mniej śliczne.  


A w duecie z torbą zapozował mięciutki prezent urodzinowy, jaki dostałam od Gooochy,


 śliczny, przytulny i kolorystycznie obłędny, zresztą zobaczcie z bliska sami...

Gosiu, pięknie Ci dziękuję :***

Przyznam się Wam jeszcze, żem jest szczęśliwą posiadaczką wielu Gosinych wytworków, są to rzeczy niezwykłe i bardzo, bardzo lubię się nimi otulać. Na jesienne chłody dostałam na ten przykład poniższy, supełkowy szal, a nie miałam okazji się nim pochwalić. Jeśli ktoś miałby ochotę na takową mięciutką mgiełkę może spróbować swojego szczęścia w Candy u Gosi, ja nie mam już śmiałości stanąć w kolejce, ale Wam polecam gorąco ;)))



Zmykam szyć dalej- nie mogę się doczekać efektów, bo sprułam starą torbę (oj, łatwo nie było), taką na ramię, i będę odrysowywać wykrój, a nigdy tego wcześniej nie robiłam. Mam piękną, wiekową, lnianą zasłonę w  niezwykłe, błękitne kwiaty i to ona właśnie się do mnie tak zachęcająco uśmiecha. Mam nadzieję, że mi się wszystko uda, bo dawno nie widziałam tak niezwykłego materiału :) Niemniej powielanie tej poniższej szmacianki nie odkładam na półkę, tylko na niedzielę :D

Dziękujemy za wszelkie ślady bytności u nas i na Facebooku !!!
Pozdrawiamy Was ciepło i słonecznie :)


środa, 21 marca 2012

Szaraczki czyli pisanki w mojej ulubionej tonacji :)

Co prawda już się Wam chwaliłam takowymi pisankami w zeszłym roku i myślałam, że to ostatnie z tym wzorem, z powodu braku materiału w kwiatki, ale wyszperałam ( z okrzykiem radości) jeszcze jeden mały kawałeczek, który schował się pomiędzy kolorowe satyny i natychmiast, dokładnie rozplanowując owy skrawek poczęłam kleić te moje ukochane szaraczki... na wydmuszkach gęsich. Wykluło się tego aż 13 dorodnych sztuk, uważam, że są piękne i pozdrawiam serdecznie dotychczasowych posiadaczy moich lnianych smutasków, wiem, że Wam się podobają i strasznie mi się miło robi jak o tym pomyślę :D 


Jest mi niezmiernie przykro, że zaniedbuję Wasze blogi, dostałam masę cudnych rzeczy od utalentowanych, blogowych duszyczek, a nie mam czasu się pochwalić... zastaliśmy Wyróżnieni przez osóbkę, która tworzy piękna biżuterię... obiecałam w zeszłym roku, że jakoś zdejmę formę ze styropianowej pisanki i zrobię szablony... cóż... przepraszam... to wszystko dopiero "po świętach"...  








Ale jedno jest pewne, losowania Candy (już pojutrze) nie przeoczę :))))
Dziękuję za wszystkie ciepłe myśli i słowa


***

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...