Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na prezent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na prezent. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 listopada 2015

Witajcie cynamonowo

 I choć ostatnio tylko duchem jesteśmy na tym zaniedbanym kawałeczku naszego 
miejsca w sieci, to pamiętamy o Was kochani zaglądacze
i szykujemy dla Was miłą, świąteczną niespodziewajkę,
 szczegóły już niebawem

:)

a tymczasem u nas rozpachniło się na dobre





Każdy przyzna, że własnoręcznie wykonane ozdoby są niezwykłe i cieszą serducho,
a długie, markotne wieczory można zmienić w prawdziwą przygodę i w doborowym towarzystwie bliskich bezkarnie polepić cuda wianki z ciasta
(na ten przykład chociażby). 
Prosto, niedrogo i wiele radości
klikajcie w zdjęcie po sprawdzony przepis





i koniecznie dajcie nam znać tutaj lub na Facebooku, 
jak już powstaną Wasze masosolne dzieła
:)

***


środa, 11 marca 2015

Kwiaty lnu i drewno- połączenie idealne :)


Ciągnąc dalej opowieść o kwiatach i pisankach nie może zabraknąć u nas lnu. 
Drewniane jajeczka znów zostały przez Norberta porządnie wyszlifowane, wypalone, pomalowane... Miałam zakaz podglądania w trakcie pracy, ale jak już je zobaczyłam, to oczywiście nie mogłam się oprzeć i musiałam przygarnąć taką lnianą parkę. Choć wierzcie mi, bardzo się starałam, w ramach obietnicy noworocznej, która mówi: 
"że przed wejściem w posiadanie jakiegokolwiek przedmiotu
sto razy zastanów się kobieto, 
czy aby na pewno przedmiot ten jest Ci do szczęścia niezbędny! "

Cóż... Odpowiedź na to pytanie była krótka i oczywista :)

i tak mam ci ja sobie parkę pisanek wielkości jaj kurzych-
te urzekły mnie najbardziej :)



Niemniej powstały też większe, jak duże gęsie






 dostały swoje sympatyczne pudełeczka 



i ekologiczne metki... 
ale te pokażę Wam jak w końcu uda mi się je skończyć :)
staram się, ino czasu mi brakuje...
 czasami
:)


***

środa, 5 czerwca 2013

Małe marzenia

Niewielki domek, koślawy płot, malwy i piwonie. Malutka pracownia z ogromnym oknem i honorowym kącikiem dla starej, wysłużonej maszyny Singerki. Naszywałabym radośnie takie same, kolorowe łatki... jak robiła to moja babcia. Co rusz... na każdej potarganej rzeczy :)

a bransoletka od Norberta, bo jakżeby inaczej. Takie zaklinanie tych moich małych marzeń, może się staną... kiedyś :)))

***

niedziela, 12 maja 2013

Jabłuszko

Kolejna Norbertowa bransoletka...


Nieco bajkowa, ładnie układająca się na nadgarstku, długość regulowana.

Miłego wieczoru, niech Wam niespiesznie czas płynie :)

***

wtorek, 7 maja 2013

Winne grona do łapania słońca :)


No to dalej z tą lawiną kolorowo-koralową. Jako że oboje najlepiej czujemy się w dzikiej dziczy, to i należy spodziewać się wielu śladów tej zielonej miłości w naszych tworach. Oj, i również z tego powodu zniewoliły nas koraliki crackle, te to dopiero cudnie łapią słońce i zamykają je w swoim wnętrzu :) Oto co Norbert z nich poczynił... 


Winne grona do łapania słońca

rękodzieło biżuteria

Jeśli komuś z Was coś przypadnie do gustu to śmiało proszę o kontakt, jeszcze przez 3 tygodnie biżuteria będzie czekała na "wyjście do ludzi". :) Co prawda ja jestem wciąż na szpitalnym urlopie, ale już zleciłam "ogarnianie rzeczywistości" właściwym osobom ;D 

Winne grona na rękę (długość regulowana)


rękodzieło biżuteria

rękodzieło biżuteria

I jeszcze jedno chciałam napisać... bardzo, bardzo dziękuję Wam za wszelkie życzenia szybkiego powrotu do zdrowia, pozbierałam je wszystkie skrupulatnie, powiązałam kolorowymi tasiemkami i trzymam pod poduszką. Wiem, że to prawdziwa magia co niebawem zaowocuje obficie... 


Dziękuję kochani :*


***


niedziela, 5 maja 2013

Na zdrowie, czyli Norbertowe bursztyny


"Ślachetne zdrowie, nikt się nie dowie,
 jako smakujesz, aż się zepsujesz..."


Oj, cóż mogę dodać ponad to, że imć Kochanowski zawżdy mądrze prawił :) Mi właśnie przyszło znów reperować one szlachetne korzystając z gościnności oddziału szpitalnego. Nie pierwszy, nie ostatni raz to, więc jestem wielce oswojona z tym miejscem, ba, nawet je lubię, ale jak już oddział zaczął powoli cichnąć, (tak w okolicach wtorku), to i mi udało się wyprosić weekendową przepustkę. Co prawda musiałam przysiąc, że kilku rzeczy nie zrobię pod żadnym pozorem, a kilka wręcz przeciwnie (np. o zgrozo, będę się stawiać punktualnie o 6 rano i wieczorem na kroplówkę), ale czego się nie robi dla jednej milusiej nocy we własnym łóżeczku. W ten oto sposób właśnie sobie do Was klikam radośnie. Ach, i mogłam wreszcie pooglądać Norbertową biżuterię, którą zrobił w czasie mojej nieobecności. Oczywiście zaczęło się od kilku bransoletek, takich "dla mnie", ale te jakimś cudem poczęły się rozmnażać, a pracownia zmieniła się w mały, magiczny sklepik z marzeniami... bursztynowymi na ten przykład, właśnie na zdrowie :) Bardzo chciałam Wam je pokazać...


...aż mam ochotę sama rzucić się w ten koralikowy wir, niestety muszę jeszcze troszkę poczekać. Jej, pierwszym razem do szpitala powędrowałam z całą skrzynią materiałów i narzędzi (bo przecież będę się nudzić), a dzięki uprzejmości personelu dodatkowo dostałam dwa parapety i nadprogramową szafkę. Tyle, że z dnia na dzień miałam coraz mniej sił na zrobienie czegokolwiek, i tak już po tygodniu rodzinka wymieniła mój "podręczny" warsztat pracy na niewielki stosik książek, których i tak po dziś dzień nie przeczytałam. O nie, tym razem zaopatrzyłam się tylko w kilka włóczek, sznurków i komplet szydełek. Nie zajmują zbyt wiele miejsca, nie denerwują bezczynnym leżeniem, a doskonale, w razie potrzeby pozwalają zająć czymś obolałe łapki. Dziergam sobie energetycznie czerwone podkładki pod kubki, ciągnąc nitkę zza pleców, tak by się nie zahaczała o wenflon i nie irytowała mnie zbytnio. Podkładki sztuk trzy, jestem naprawdę bardzo z nich dumna! A, i udało mi się skończyć pisanki, na które ktoś cierpliwie czeka (dziękuję, jeszcze raz dziękuję za tę cudną cierpliwość!). No, ja się nie mam czym zbytnio chwalić, ale Norbert zrobił całe koszyki różności, tak wiec będziemy Was teraz zasypywać biżuteryjnymi tworami, 

a tymczasem...
dbajcie o siebie i o zdrówko,
czas zacząć chodzić na długie spacery i cieszyć się zielonościami. 

:)
Serdeczności ogromniaste!

***

czwartek, 6 września 2012

Bukiet z cukierków i błękitne serducho krzyżykami

Oj dzieje się u nas wielce sympatycznie, bowiem na ślub się wybieramy i to w drugi koniec Polski... będą hulanki, będą swawole i potupaje radosne! Weselisko wiejskie się zapowiada i tylko zanurkować do szafy w poszukiwaniu najwygodniejszych bucików i  przezornie przypomnieć sobie słowa paru piosenek, na ten przykład "Biały Miś" wchodzi w rachubę, ale pewności nie mam... No i dobrze, że w pracowni zalegają jeszcze jakieś zapomniane organzy, kwiatki i tasiemki...


bo Państwo Młodzi  poprosili o " jakąś słodycz" miast kwiatków, więc raz dwa Norbert ułożył taki oto słodki bukiet z cukierków Michałków ;)


A mi przyszło raz dwa wyhaftować takie oto serducho na szczęście
 Wzór wyszperałam tutaj, teraz już nie jestem w stanie znaleźć dokładnie konkretnej stronki z rozrysowaniem, to co ściągnęłam wygląda tak i jest "do wykorzystywania :niekomercyjnego", za co serdecznie dziękuję autorce owego bloga...


i choć widzę masę niedoskonałości jeśli chodzi o ten haftowany upominek, począwszy od rameczki, (mała być drewniana, grubaśna, taka toporna nieco, ale w "moim jedynym sklepie na wsi" akuratnie była dostawa towaru i sklepik zamknięto mi przed nosem go na cztery spusty), a skończywszy na pijanych krzyżykach (na szczęście gdzieniegdzie), to jednak mam cichą nadzieję, że będzie miłą pamiątka dla obdarowanych przynosząc im moc szczęścia. No i przepraszam Was kochani za te ciemne zdjęcia, ale nim się spostrzegłam słońce chowało się za horyzontem, cóż za kilka godzin wyjazd, więc... lecę szukać tych wygodnych butów :)


*
pozdrawiamy serdecznie i do miłego poklikania :)

piątek, 6 lipca 2012

Pleciemy dalej, choć też zaczęłam krzyżykować nieco

Pudełeczko z mulinami wciąż pełne nici, pletę więc dalej, korzystając z każdej wolnej chwili. Tym razem w wersji "zielono mi", bo jest to ostatnio moje ulubione stwierdzenie ;D



Bransoletka natychmiast została przysposobiona, a uszczęśliwiony właściciel stał mi nad głową do ostatniego, zawiązanego supełka. W zamian wyszorował słoiczki z naklejkowych pozostałości (czego sama robić nie lubię) i mogłam zamknąć w nich owe kwieciste przetwory. W planach jest jeszcze syrop lawendowy, więc mam nadzieje, że i w tym razem będę mogła liczyć na jego pomoc ;)

Z nadmiaru muliny poczyniłam również pierwsze nieśmiałe próby krzyżykowania w postaci "pary drobiu", czyli kurki i koguta. Pochwalę się, jak tylko obfotografuję. Dostałam również śliczny, niespodziewany prezent urodzinowy od mojej mistrzyni robótek wełnianych, tym samym zapowiadam post zarówno chwalipiętowy jak i pochwalny :D Zabieram się do plecenia kolejnej bransoletki, tym razem spróbuję taką o okrągłym przekroju, byleby mi cierpliwości do rozplątywania nici starczyło...


 Ach właśnie, skoro już tak zielono, to nieśmiało zapowiadam koralowe Candy


o tym również niebawem... hihi, przyjęłam metodę zapowiedzi jako próbę zmobilizowania samej siebie do częstszego pisania tutaj, bo ciągle oboje cosik sobie "tworzymy", ale żadne z nas niestety nie pamięta o  tym, że ma również takowego bloga ;)

Pozdrawiamy serdecznie, życząc Wam kochani naprawdę udanego weekendu :D

*

wtorek, 22 maja 2012

Darowane nitki, czyli bransoletki z muliny

Dostałam ostatnio śliczny podarek- pudełeczko z tapety wykonane przez jakiegoś zdolnego ucznia Szkoły Specjalnej, a tęczowa zawartość pudełka natychmiast przyprawiła mnie o radośniejsze łomotanie serducha. 

Muliny, muliny o cudnych kolorach (jako, że nie potrafię ich w inny sposób spożytkować) szybko przeniosły mnie w czasy szczenięctwa, kiedy to jak opętana plotłam tzw. bransoletki przyjaźni i rozdawałam sobie na lewo i prawo. O dziwo, wiele z obdarowanych wtedy osób do dziś dnia dzielnie znosi moje towarzystwo ;D Na pierwszy ogień uplotłam obróżkę dla pewnej łaciatej foczki, która to pięknie ją prezentuje (co prawda na lewej stronie) :

 Spieszę również donieść, że tu, gdzie obecnie mieszkamy, niestety internetu jest jak na lekarstwo. Trzeba uganiać się za strzępkami zasięgu po całym domu. Owszem, ma to swoje zalety, pięknieje ogród i mnożą się słoikowe zapasy na zimę (na ten przykład syrop z pędów sosny na kaszel), ale niestety nie jestem w stanie pobuszowac po innych blogach, połasić się na jakoweś Candy, czy też zwyczajnie poodpowiadać na maile. Wrzucenie posta trwa całą wieczność i przyprawia człowieka o różne rozstroje. Ale nic to, będę nadal pleść bransoletki z muliny, przecież nici mam pod dostatkiem:) 



*Miłego tygodnia*

czwartek, 29 marca 2012

Pisanki - dalszy ciąg zdobienia wydmuszek

Takie troszkę decoupage (nie jestem w tym dobra, dopiero się uczę i widać "zagniotki"), troszkę malowane akrylami, troszkę reliefem do szkła... 
Miałam robić pisanki ażurowe, ale mi miniwiertarka wybuchła- strzeliło tak, że długo nie mogłam dojść do siebie :) Teraz czekam na reklamacje, ale boję się troszkę, bo kupiona przez Alledrogo, a sklep  w którym zakupiłam to wieloobrotowe cudeńko zaczął mieć niezbyt pozytywne opinie i ponoć nie daje znaku życia w kwestii reklamowanego towaru... Niemniej wysłałam i zobaczymy...



Mam problemy z blogerem, by wrzucić posta walczę na trzech przeglądarkach, tu zdjęcia, tu literki, tu rozmiary... i tak od tygodnia, zawsze coś:)  Dobrze, że chociaż wiosna za oknem i pojawiły się te wyczekane fiołki... 





*** Miłego weekendu ***

czwartek, 22 marca 2012

Pisanki - moje wariacje w temacie tradycyjnych łemkowskich

Powstały na wydmuszkach gęsich. Jakiś czas temu wpadłam na pomysł, by tradycyjnie zdobione jajka, wiecie - te które maluje się pszczelim woskiem, a potem farbuje np. w łuskach cebulowych, zrobić troszkę na opak - na białych wykreskować wzór kolorowy... Pomysł rok temu przeszedł "próbę jakości" i będzie teraz powielany rokrocznie :) No i mniej "zmartwień" jest przy nich, bo okazało się, że farbowanie jajek nie jest już takie proste jak kiedyś. Mam teorię, że coś niezidentyfikowanego, zawartego w skorupce wchodzi w reakcję chemiczną z barwnikiem... pojutrze Wam pokarzę, co z tego wyszło cudacznego.


A tymczasem przedstawiam pisanki malowane barwionym woskiem, a właściwie jego rozmazywanymi kropelkami, nanoszonymi na skorupkę przy pomocy główki od szpilki, wzornictwo łemkowskie, kolory w nowych zestawieniach :D









 i nie byłabym sobą gdybym nie pochwaliła się moim nowym kominkiem
 z kurakiem :)



a taką szpilką kreseczkuję, i bardzo lubię cykać takowe jajka :)




zapisy na Candy do północy, a jutrem ogłoszenie szczęśliwców, więc...
 do jutra kochani :D


***

środa, 21 marca 2012

Szaraczki czyli pisanki w mojej ulubionej tonacji :)

Co prawda już się Wam chwaliłam takowymi pisankami w zeszłym roku i myślałam, że to ostatnie z tym wzorem, z powodu braku materiału w kwiatki, ale wyszperałam ( z okrzykiem radości) jeszcze jeden mały kawałeczek, który schował się pomiędzy kolorowe satyny i natychmiast, dokładnie rozplanowując owy skrawek poczęłam kleić te moje ukochane szaraczki... na wydmuszkach gęsich. Wykluło się tego aż 13 dorodnych sztuk, uważam, że są piękne i pozdrawiam serdecznie dotychczasowych posiadaczy moich lnianych smutasków, wiem, że Wam się podobają i strasznie mi się miło robi jak o tym pomyślę :D 


Jest mi niezmiernie przykro, że zaniedbuję Wasze blogi, dostałam masę cudnych rzeczy od utalentowanych, blogowych duszyczek, a nie mam czasu się pochwalić... zastaliśmy Wyróżnieni przez osóbkę, która tworzy piękna biżuterię... obiecałam w zeszłym roku, że jakoś zdejmę formę ze styropianowej pisanki i zrobię szablony... cóż... przepraszam... to wszystko dopiero "po świętach"...  








Ale jedno jest pewne, losowania Candy (już pojutrze) nie przeoczę :))))
Dziękuję za wszystkie ciepłe myśli i słowa


***

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...