Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recykling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recykling. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 stycznia 2015

Odliczanie :)


 To już jutro! Poprowadzę MooNatową "SZTUKAterię",
na której będziemy tworzyć prawdziwe Ekoprzydasie,
z recyklingu oczywiście! Oj, doczekać się nie mogę :)


Zapraszam serdecznie :)

***

niedziela, 11 stycznia 2015

Gramy i czekamy na Was :)


Witajcie w Nowym Roku, dziś wielki dzień i żadne wiatry nadęte nam nie przeszkodzą! Szybciutko klikamy te kilka słów i już pędzimy na Rynek Staromiejski w Stargardzie Szczecińskim, gdzie grać będziemy wraz z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. To już 23 Finał, jej, jak to zleciało :)


Atrakcji będzie co niemiara, na ten przykład posłuchać będzie można dudziarza, i dobrowolnie paść ofiara napadu zbójnickiego :) A jak już się rozgrzejeta nieco, to dziarsko można stanąć do licytacyjnego boju o ten oto "Słonecznikowy koszyczek" z papierowej wikliny, pierwszy nasz twór w tym roku :)






Będzie go można wylicytować na scenie- już od godziny 16:30. Prócz tego zapraszamy na radosne zakupy, można wspomóc WOŚP, a tym samym stać się posiadaczem jakieś ślicznej ozdoby, oczywiście nie tylko MooNatowej. Szczegóły i plan imprezy TUTAJ



 Zatem jak ktoś w okolicy to czekamy, na Rynku, w "Aniołowym Domku" :)
Do zobaczenia!
***

czwartek, 9 maja 2013

Papierowa wiklina i związane z nią dylematy


Oto wstępny efekt mojej "pracy na szpitalnianym gruncie". Rureczki z wyczytanych gazet i reklam. Kręciłam je na drucie (z którego i tak kiedyś odpadła kuleczka z oznakowaniem, ale to chyba 2 jest) i przyznam, że doczekać się nie mogłam, aż skończę i z oczu mi zniknie ostatni paseczek gazety. Chciałam Wam napisać: "mam rurki i nie zawaham się ich użyć"! Ale nie... :) Właśnie  stanęłam przed dylematem: co też powinnam z nich upleść?

Pewnie tak długo będę się zastanawiała, aż bidulki zdążą się pokryć kurzem, jak to u mnie bywa. Czarne z pewnością przeobrażą się w bransoletkę, już dawno polowałam na gazetki z ciemnym brzegiem, ale reszta? Na komódkę stanowczo za mało ;) A może ktoś z Was podrzuci mi jakiś nietuzinkowy pomysł? Będę wdzięczna i uraduje mnie każda myśl :) 



Pozdrawiam kolorowo :) !

***

sobota, 2 marca 2013

Rzeczpospolita na ludowo, czyli moja pierwsza papierowa wiklina

Skończyłam pleść i ogłaszam debiut papierowej wikliny na MooNacie, od dziś będę Was zamęczać gazetowymi tworami maści wszelakiej. Na pierwszy rzut idzie zapowiadany już koszyczek z kogucikiem, jak widać na załączonym obrazku daleko mu do ideału, krzywaśny, pijany i kostropaty nieco on ci jest, ale już spieszę wyjaśnić, że to dopiero jakoś ze trzeci mój gazetotwór.


papierowa wiklina
A skoro mam w planach uplecenie pokaźniej komódki, to muszę niestety poćwiczyć przed tym wyzwaniem...  Ach, marzy mi się taka z zupełnie białych gazet, zadrukowanych ino, nieco szara... smutna... Marzy mi się mebelek do jasnego, ascetycznego wnętrza, bo jakoś teraz właśnie czystych, świetlistych przestrzeni mi trzeba :) Ech, zobaczymy. Na dzień dzisiejszy co do wnętrza milczę, by nie zapeszać, co do komódki to dzielnie zbieram gazety. No i mam wielką słabość do przyglądania się owym splotom :)




Miłej niedzieli Wam życzę kochani,
może warto wybrać się jutro na spacer w poszukiwaniu wiosny? 





***

czwartek, 28 lutego 2013

Myszy i koguty w ogrodzie ;)


Zmalowałam dziś pisanki "myszki", na wydmuszkach gęsich...takie niewiosenne, niewielkanocne, ale w sam raz... dla mnie oczywiście ;), bo jak już zdążyłam wam kiedyś obwieścić przy okazji pisanek "szaraczków" i "kotków marcowych" wszelakie ziemiste tonacje są dla mnie jak balsam na zmęczoną duszę :)
Wiem, że i wśród Was takie kolorki mają swoich wielbicieli, więc tylko oznajmię, że one również będą do wyboru w naszej Candy zabawie (zapisywać się wciąż można  O TUTAJ, albo na facebooku, albo i tu, i tam, jak kto chce). Pisanki zapozowały w ogrodzie, słoneczko cudzie dziś grzało, a w powietrzu czuć już pierwsze powiewy wiosny. Ech, naprawdę nie mogę się doczekać wybuchu zieloności, a tymczasem prezentuję owe myszki, co to mi się po skalniaku rozpierzchły :)



Coś tam plotę z papierowej wikliny, no, z tych krzywaśnych  rurek, co to je jesienią tak zawzięcie kręciłam. Właściwie wciąż są to moje pierwsze kroki, jakiś trzeci, czy czwarty koszyczek, jak tylko skończę nikomu nie oddam, póki nie obfotografuje w całości, bo teraz wygląda dość niereprezentacyjnie, czyli tak ;)


Do zrobienia rurek wykorzystałam żółciutką Rzeczpospolitą, a na dnie koszyka zamieszkał kogucik, tak by być wierną wielkanocnym klimatom do samego końca ;)



Pozdrawiamy Was słonecznie i pisankowo,
bo jakżeby inaczej ;D




***

Ps. no i zapomniałam, dopadły mnie jakieś boty roboty, na wszystkich moich blogach i spamują nieznośnie, wobec czego zmuszona jestem zablokować dodawanie komentarzy przez osoby anonimowe, za co najmocniej przepraszam. Ponoć to najlepsze rozwiązanie, nie chcę dodawać weryfikacji obrazkowej, bo jak ją sama widzę, to dostaję oczopląsu i dopiero w okolicach trzeciego razu udaje mi się wpisać właściwe hasło. A może ktoś z Was zna lepsze rozwiązanie?

niedziela, 28 października 2012

W lesie już straszy, a w ogrodzie mnożą się sweterkowe dynie

Mięciutkie dynie mnożą się prawie niezauważalnie i przy udziale Norberta, który dyrygując bandą nieletnich, rozchichotanych chochlików ukradł mi jeden sweter i parę skarpet. Zostało im to wybaczone chociażby dlatego, że sweter dość sfatygowany już był, a skarpety od pięciu lat zalegały w szufladzie nietknięte i nawet  zdobione w metkę, ale o kilka numerów za duże. (Nie pytajcie mnie jak to się stało :D ) 
Były sobie niepotrzebne ciuchy, a są teraz sympatyczne...dynie.

Przepis na nie to taki miks tego i tego sposobu (a dynie do obejrzenia również Tutaj)... bardzo prosty jest, więc jeśli macie ochotę zrobić z dziećmi te dość nietypowe, Hellowenowe dekoracje to oczywiście polecam :)
Tniemy sweterek tak, by uzyskać trzy "tuby", czyli dwa tunele będziemy mieli z rękawków, a jeden obcinając sweterek na wysokości  pach. Każdy tunel związujemy na lewej stronie sznurkiem bądź gumką recepturką (będzie łatwiej) dość ściśle i odwracamy na prawą stronę, tym sposobem mamy trzy podłużne "worki". Do nich upychamy co się nawinie i nada na wypełnienie: u nas resztki sweterka, lub "watolina" z poduszki, te ostatnia układa się bardzo ładnie, związujemy od góry tak, by została zakładka sweterka na ogonek. Powinniśmy mieć teraz sweterkową piłkę z dyndającym farfoclem u góry.Teraz bierzemy sznurek i zaczynając od góry (farfocla) obwiązujemy naszą piłkę dookoła, dość ściśle, krzyżując go na spodzie i u góry, takie trzy owinięcia są w zupełności wystarczające... 
...kończymy zaplatając raz przy razie sznurek dookoła pozostawionej zakładki. Supełek, odcięcie nadmiaru sweterka i już można szukać miejsca dla naszej nowej ozdoby ;)

W ogrodzie królują dynie, wiadomo, za to w lesie jesienne grzyby przy udziale ślimaków już przebierają się na Halloween. Norbert uwiecznił takiego stwora, ale ciężko mu było utrzymać aparat, tak się przy tym  chichotał. Grzybostrach jest w stu procentach dziełem natury i przyznam się szczerze, że awansował do rangi mojego ulubionego pocieszacza obrazkowego :) 


Ach, i zapomniałabym, jeszcze odsłona jesieni w kolorze niebieskim,
(w ramach zabawy blogowej):


Troszkę ciężko było znaleźć jakiekolwiek błękity w tym świecie przykrytym dywanem jesiennych liści, nie patrząc w niebo oczywiście, ale jak już znalazłam to takie, że się od nich oderwać nie mogłam :)

Oj... chyba wszyscy czasami tak mamy, a potem człowiekowi dnia brakuje :)


Pozdrawiamy ciepło  :) 

*

niedziela, 29 lipca 2012

Tkane opowieści i lniana torba

Już zdążyłam podzielić się  z Wami moim uwielbieniem dla wzorzystych, i na ten przykład lnianych materiałów. Babcia moja była krawcową i zawsze powtarzała, że gdy dziecięciem nierozgarniętym byłam, to moim ulubionym zajęciem było troczenie szmatek. By mnie czymś zająć rzucała mi na stół różniaste, materiałowe ścinki, a to w kratkę, a to w grochy, kwiaty, paski, czy gładkie... ważne, by wielobarwnie i obficie było, a ja znikałam wtedy na długie godziny. Przede mną mnożyły się małe stosiki z pofalowanych niteczek, a babcia w tym czasie doiła krowy, czy też gotowała obiad dziarsko krzątając się po kuchni. Pamiętam, że i mojemu bratu podsuwano owo szmaciane zajęcie, ale z nim było ciężej, gdyż upodobał sobie przyszywanie guzików i zatrzasków, a w tym, niestety zawsze ktoś dorosły musiał pomagać :) 

Nie sądziłam, że szycie tak mnie wciągnie i aż dziw bierze, że nie spróbowałam tego wcześniej, mając na uwadze fakt, że to właśnie u babci najczęściej spędzałam wakacje, zasypiając w poniemieckim domu, kołysana do snu miarowym stukotem maszyny do szycia. Teraz nadrabiam zaległości, w tej samej, ukochanej chałupce, choć starszej o ponad ćwierć wieku, tak jak i ja :)  
W łapki wpadły mi takie oto kwieciste, lniane, dość grube zasłony. Nigdy nie spełniły się w swojej roli, cierpliwie spoczywając w worku. Z pewnością ze względu na ciężar, u nas wieszało się w oknach raczej zwiewne tkaniny, tak by mogły one swobodnie tańczyć na wietrze. Z lnianego cuda powstała torba, raczej „na próbę”, bowiem wzór wymarzyłam sobie biegnący środkiem, a on nieco wyskoczył mi ku górze, więc będę powtarzać. Mam jeszcze materiału na dwie takowe…  Jako, że tutaj internetu tyle co na lekarstwo i nie ma co liczyć na Waszą pomoc, postanowiłam spruć starą, letnią torbę na ramię i to z niej właśnie wziąć wykrój, a jednocześnie zobaczyć, co i w jakiej kolejności mam przyszyć.


Nic a nic nie żałuję starocia, gdyż ta nowa, och lniana i co najważniejsze: sentymentalna, pięknie układa się na ramieniu, nie krępuje nic a nic ruchów, jest niewyobrażalnie pojemna i (co sobie wymyśliłam, jako, że mam kilka letnich sukienek o jednolitym kolorze), torba jest dwustronna... 
"Lewa strona" :
I "prawa", z "wykombinowaną" metką :)
Ha, do wyboru, do koloru… i jak tylko się zachce;)  Zapinana na magnesik:
Oczywiście wciąż jestem tutaj bez żelazka, więc twór mój prezentuję Wam ze szwami nierozprasowanymi, co go nieco deformuje… ale już nie mogłam się doczekać, by się nim pochwalić… 

A co w planach? Ano nadal torby zakupowe, tylko takie Pin-up. Mam ćwierć beli granatowego materiału w białe grochy, cudny, wytrzymały i zbytnio  nie chłonie wody, no na takie zakupówki w sam raz… jak tylko się za nie zabiorę dam znać, ale nie wiem kiedy to nastąpi, gdyż utknęłam przy kandyzowaniu imbiru ;D


(przepis podaję tutaj, polecam, bo bardzo zdrowa to pychotka jest) i papierówkach… taki to teraz nastąpił "słoikowy czas"… no i troszkę "robótkowy"... 



Pozdrawiam serdecznie z deszczowego Bezdusza, 
życząc Wam, kochani, wielce udanego tygodnia :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...