Pokazywanie postów oznaczonych etykietą materiały. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą materiały. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 maja 2013

Papierowa wiklina i związane z nią dylematy


Oto wstępny efekt mojej "pracy na szpitalnianym gruncie". Rureczki z wyczytanych gazet i reklam. Kręciłam je na drucie (z którego i tak kiedyś odpadła kuleczka z oznakowaniem, ale to chyba 2 jest) i przyznam, że doczekać się nie mogłam, aż skończę i z oczu mi zniknie ostatni paseczek gazety. Chciałam Wam napisać: "mam rurki i nie zawaham się ich użyć"! Ale nie... :) Właśnie  stanęłam przed dylematem: co też powinnam z nich upleść?

Pewnie tak długo będę się zastanawiała, aż bidulki zdążą się pokryć kurzem, jak to u mnie bywa. Czarne z pewnością przeobrażą się w bransoletkę, już dawno polowałam na gazetki z ciemnym brzegiem, ale reszta? Na komódkę stanowczo za mało ;) A może ktoś z Was podrzuci mi jakiś nietuzinkowy pomysł? Będę wdzięczna i uraduje mnie każda myśl :) 



Pozdrawiam kolorowo :) !

***

niedziela, 28 października 2012

W lesie już straszy, a w ogrodzie mnożą się sweterkowe dynie

Mięciutkie dynie mnożą się prawie niezauważalnie i przy udziale Norberta, który dyrygując bandą nieletnich, rozchichotanych chochlików ukradł mi jeden sweter i parę skarpet. Zostało im to wybaczone chociażby dlatego, że sweter dość sfatygowany już był, a skarpety od pięciu lat zalegały w szufladzie nietknięte i nawet  zdobione w metkę, ale o kilka numerów za duże. (Nie pytajcie mnie jak to się stało :D ) 
Były sobie niepotrzebne ciuchy, a są teraz sympatyczne...dynie.

Przepis na nie to taki miks tego i tego sposobu (a dynie do obejrzenia również Tutaj)... bardzo prosty jest, więc jeśli macie ochotę zrobić z dziećmi te dość nietypowe, Hellowenowe dekoracje to oczywiście polecam :)
Tniemy sweterek tak, by uzyskać trzy "tuby", czyli dwa tunele będziemy mieli z rękawków, a jeden obcinając sweterek na wysokości  pach. Każdy tunel związujemy na lewej stronie sznurkiem bądź gumką recepturką (będzie łatwiej) dość ściśle i odwracamy na prawą stronę, tym sposobem mamy trzy podłużne "worki". Do nich upychamy co się nawinie i nada na wypełnienie: u nas resztki sweterka, lub "watolina" z poduszki, te ostatnia układa się bardzo ładnie, związujemy od góry tak, by została zakładka sweterka na ogonek. Powinniśmy mieć teraz sweterkową piłkę z dyndającym farfoclem u góry.Teraz bierzemy sznurek i zaczynając od góry (farfocla) obwiązujemy naszą piłkę dookoła, dość ściśle, krzyżując go na spodzie i u góry, takie trzy owinięcia są w zupełności wystarczające... 
...kończymy zaplatając raz przy razie sznurek dookoła pozostawionej zakładki. Supełek, odcięcie nadmiaru sweterka i już można szukać miejsca dla naszej nowej ozdoby ;)

W ogrodzie królują dynie, wiadomo, za to w lesie jesienne grzyby przy udziale ślimaków już przebierają się na Halloween. Norbert uwiecznił takiego stwora, ale ciężko mu było utrzymać aparat, tak się przy tym  chichotał. Grzybostrach jest w stu procentach dziełem natury i przyznam się szczerze, że awansował do rangi mojego ulubionego pocieszacza obrazkowego :) 


Ach, i zapomniałabym, jeszcze odsłona jesieni w kolorze niebieskim,
(w ramach zabawy blogowej):


Troszkę ciężko było znaleźć jakiekolwiek błękity w tym świecie przykrytym dywanem jesiennych liści, nie patrząc w niebo oczywiście, ale jak już znalazłam to takie, że się od nich oderwać nie mogłam :)

Oj... chyba wszyscy czasami tak mamy, a potem człowiekowi dnia brakuje :)


Pozdrawiamy ciepło  :) 

*

niedziela, 29 lipca 2012

Tkane opowieści i lniana torba

Już zdążyłam podzielić się  z Wami moim uwielbieniem dla wzorzystych, i na ten przykład lnianych materiałów. Babcia moja była krawcową i zawsze powtarzała, że gdy dziecięciem nierozgarniętym byłam, to moim ulubionym zajęciem było troczenie szmatek. By mnie czymś zająć rzucała mi na stół różniaste, materiałowe ścinki, a to w kratkę, a to w grochy, kwiaty, paski, czy gładkie... ważne, by wielobarwnie i obficie było, a ja znikałam wtedy na długie godziny. Przede mną mnożyły się małe stosiki z pofalowanych niteczek, a babcia w tym czasie doiła krowy, czy też gotowała obiad dziarsko krzątając się po kuchni. Pamiętam, że i mojemu bratu podsuwano owo szmaciane zajęcie, ale z nim było ciężej, gdyż upodobał sobie przyszywanie guzików i zatrzasków, a w tym, niestety zawsze ktoś dorosły musiał pomagać :) 

Nie sądziłam, że szycie tak mnie wciągnie i aż dziw bierze, że nie spróbowałam tego wcześniej, mając na uwadze fakt, że to właśnie u babci najczęściej spędzałam wakacje, zasypiając w poniemieckim domu, kołysana do snu miarowym stukotem maszyny do szycia. Teraz nadrabiam zaległości, w tej samej, ukochanej chałupce, choć starszej o ponad ćwierć wieku, tak jak i ja :)  
W łapki wpadły mi takie oto kwieciste, lniane, dość grube zasłony. Nigdy nie spełniły się w swojej roli, cierpliwie spoczywając w worku. Z pewnością ze względu na ciężar, u nas wieszało się w oknach raczej zwiewne tkaniny, tak by mogły one swobodnie tańczyć na wietrze. Z lnianego cuda powstała torba, raczej „na próbę”, bowiem wzór wymarzyłam sobie biegnący środkiem, a on nieco wyskoczył mi ku górze, więc będę powtarzać. Mam jeszcze materiału na dwie takowe…  Jako, że tutaj internetu tyle co na lekarstwo i nie ma co liczyć na Waszą pomoc, postanowiłam spruć starą, letnią torbę na ramię i to z niej właśnie wziąć wykrój, a jednocześnie zobaczyć, co i w jakiej kolejności mam przyszyć.


Nic a nic nie żałuję starocia, gdyż ta nowa, och lniana i co najważniejsze: sentymentalna, pięknie układa się na ramieniu, nie krępuje nic a nic ruchów, jest niewyobrażalnie pojemna i (co sobie wymyśliłam, jako, że mam kilka letnich sukienek o jednolitym kolorze), torba jest dwustronna... 
"Lewa strona" :
I "prawa", z "wykombinowaną" metką :)
Ha, do wyboru, do koloru… i jak tylko się zachce;)  Zapinana na magnesik:
Oczywiście wciąż jestem tutaj bez żelazka, więc twór mój prezentuję Wam ze szwami nierozprasowanymi, co go nieco deformuje… ale już nie mogłam się doczekać, by się nim pochwalić… 

A co w planach? Ano nadal torby zakupowe, tylko takie Pin-up. Mam ćwierć beli granatowego materiału w białe grochy, cudny, wytrzymały i zbytnio  nie chłonie wody, no na takie zakupówki w sam raz… jak tylko się za nie zabiorę dam znać, ale nie wiem kiedy to nastąpi, gdyż utknęłam przy kandyzowaniu imbiru ;D


(przepis podaję tutaj, polecam, bo bardzo zdrowa to pychotka jest) i papierówkach… taki to teraz nastąpił "słoikowy czas"… no i troszkę "robótkowy"... 



Pozdrawiam serdecznie z deszczowego Bezdusza, 
życząc Wam, kochani, wielce udanego tygodnia :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...